Przemysł szykuje się na zakaz GMO. Zapłacimy my.

Polityka, biznes i nauka. Mogą być przyjaciółmi, albo choćby sojusznikami. Dzisiaj opisujemy niestety cykl, rozpoczęty przez polityków PiS – jeszcze w 2006, kontynuowany przez PO przez ich lata u władzy i teraz znowu przejęty przez PiS. Cykl, który chyba się kończy – wygląda na to, że PiS nie przejmując się branżą drobiarską wprowadzi zakaz stosowania pasz GMO co musi doprowadzić do wzrostu kosztów produkcji (o 15-40%). Kto zapłaci? Albo my przez wzrost cen albo rolnicy przyciśnięci przez większe firmy do muru i zmuszeni sprzedawać produkty taniej.

Wykres 1: Prognozy kosztów produkcji wybranych towarów gdyby pasze GMO zastąpiono paszami nieGMO. Koszty produkcji produktów wieprzowych, drobiowych i jaj skoczyłyby aż o 12-37%.

Producenci mleka zaczynają przygotowywać się już na to, że w 2021 zakaz stosowania pasz wejdzie w życie. Piątnica w zeszłym roku zaczęła sprzedawać produkty od krów karmionych paszą bez GMO. Oczywiście tego typu produkt jest droższy niż „zwykły”. I oczywiście to, że jest karmiony paszą bez GMO nic tu nie zmienia – może poza tym, że w paszy bez GMO było więcej pestycydów, ale nie wiem czy to jakiś szczególny zysk. Teraz dołączają do niej kolejne firmy [1] tłumacząc to przygotowaniami na zakaz wprowadzany przez PiS. Szczerze – mimo tego, że uważam tego typu działania za mocno nieetyczne – rozumiem producentów. Ale tego typu strategia reklamowa jest groźna z kilku względów. 

Oprócz opróżniania naszych kieszeni produkty znakowane jako “bez GMO” powodują szkody w ogólnej wiedzy naukowej społeczeństwa. Wiem, może to nie jest priorytet i może przesadzam ale tego typu stopniowe ogłupianie to coś co będzie się na nas mścić. Sugerowanie – kompletnie bezpodstawne, a wręcz kłamliwe – że mleko czy jaja bez GMO są zdrowsze*, powoduje, że budujemy niechęć do tej technologii. A to technologia, która wraz z rozpowszechnieniem się technologii Cas9/CRISPR [2] będzie pełniła coraz to większą rolę w tym jak funkcjonuje rolnictwo i nasze archaiczne zakazy (zresztą tu trzeba podziękować również UE) spowodują, że zostaniemy w tyle w porównaniu z resztą świata pod względem biotechnologii rolniczej. 

Ale oczywiście poza upośledzaniem zrozumienia nauki w społeczeństwie, rezygnacja z pasz GMO wiąże się z konkretnymi kosztami. Śruta sojowa nieGMO kosztuje 20-25% więcej niż śruta GMO [3]. Ale wg szacunków, jeżeli Polska musiałaby zrezygnować z pasz GMO i szukać alternatyw na rynku nieGMO – cena skoczyłaby drastycznie i pasze nieGMO byłyby droższe o 30-50% niż GMO. Dla zobrazowania problemu, wykres 1 przedstawia wpływ jaki miałoby to na koszt jajek, drobiu i wieprzowiny (dzisiejsze koszty, koszty gdyby korzystać z paszy o 20% droższej i koszty produkcji gdyby pasza była droższa o 50%, biorąc pod uwagę to ile % kosztów produkcji to pasze). Za fanaberie rządzących zapłacimy od 15 do prawie 40% drożej za drób i jajka. Albo nie. Ale wtedy odbędzie się to kosztem naszego przemysłu drobiarskiego i miejsc pracy. 

Producenci będą mieli do wyboru: podwyższyć cenę, albo gdzie indziej szukać cięć kosztów. Ponieważ koszt paszy w produkcji drobiu dochodzi do 70% – nie za bardzo jest gdzie indziej szukać oszczędności, może poza obniżaniem standardów hodowli – rezygnacją z wolnego wybiegu, zagęszczeniem kur w klatkach. Ale nawet to może nie wystarczyć przy pesymistycznym scenariuszu cen pasz nieGMO. Wtedy z pewnością z pomocą przyjdą nam sąsiedzi. Obecnie Polska jest największym producentem i największym eksporterem drobiu w UE i rozwijamy się w tej dziedzinie bardzo dynamicznie (patrz wykres 2). Sam eksport drobiu to prawie 6 mld PLN rocznie dla naszej gospodarki. A drugie tyle rozchodzi się na rynku krajowym. Ale przy złym bilansie kosztów możemy bardzo szybko  stracić tą pozycję. Ponieważ gros kosztów to pasza – nie ma zbytniego problemu w tym, żeby z firmami polskimi konkurowały firmy z zachodu – wyższe koszty pracy nie są tu zaporowe. Ba – wyobrażam sobie nawet sytuację, gdzie polscy producenci przenoszą się do Czech, na Słowację czy nawet do Niemiec – i stamtąd wysyłają drób do Polski i reszty Europy – lepsze to niż zamknąć firmę. 

Wykres 2: Dynamika polskiego eksportu mięsa drobiowego i przetworów (w tysiącach ton).  Wartość naszego eksportu w 2014 wynosiła 5,6 mld PLN. *2016: Prognoza oparta na danych do września włącznie. Dane za [4].

Podsumowując – w pogoni za jakimiś pseudonaukowymi urojeniami polityków, producenci drobiu, mleka i jaj muszą wymyślać marketingowe wygibasy, żeby uzasadnić wyższe ceny. Ceny zapłacimy oczywiście my a dodatkowym kosztem jest ogłupianie społeczeństwa w kwestii GMO – a weźmy pod uwagę, że stan wiedzy na ten temat był już wcześniej mizerny. Wyższe ceny mogą być niewystarczające dla uratowania naszej branży drobiarskiej. I to powinna być przestroga z tej historii – jeżeli politycy zaczynają ignorować wiedzę naukową – koniec końców ucierpią zarówno firmy jak i konsumenci. Dlatego warto cisnąć polityków w kwestiach nauki. Tym bardziej, że w tych kwestiach zazwyczaj mamy w swoim arsenale bardzo dobre i bardzo mierzalne argumenty. 

[1] https://www.pb.pl/mleczarze-bez-genetycznej-modyfikacji-855134

[2] Jeżeli nie wiecie co to – warto zobaczyć ten 4-minutowy filmik: https://www.youtube.com/watch?v=2pp17E4E-O8

[3] http://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/inne-hodowle/bez-pasz-gmo-wzrosna-koszty-produkcji-jaj-drobiu-i-wieprzowiny,35839,.html

[4] http://www.krd-ig.com.pl/importieksportmiesadrobiowegowlatach20102016,95,l1.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *